Nawyki żywieniowe

DOOKOŁA STOŁU,

CZYLI O KSZTAŁTOWANIU POPRAWNYCH NAWYKÓW ŻYWIENIOWYCH DZIECI

Praktykowanie na co dzień poprawnych nawyków żywieniowych to porażka większości
z nas. Praca, dom, obowiązki i małe dzieci „na stanie” powodują, że choć byśmy chcieli, trudno nam celebrować posiłki: regularne, oparte na piramidzie żywieniowej, ekologiczne. Cóż, często nawet wybiegamy z domu bez śniadania. To my. Dorośli. Zbyt zajęci, by sprostać wymaganiom dietetyków… Jest tylko jeden powód, który może nas do tego skłonić. To nasze dzieci. One powinny wyrosnąć na ludzi, którzy za lat piętnaście będą umieli powiedzieć: „Na maile odpiszę później. Teraz zjem śniadanie”.

Niedaleko pada jabłko…

Jeśli ktoś miał nadzieję, że poprawne nawyki żywieniowe dziecka ukształtują same teoretyczne wykłady – niech szybko ją porzuci. Bo dzieci umiarkowanie nas słuchają, za to naprawdę dobrze obserwują, a potem naśladują. Jeśli więc zamierzamy nauczyć naszego przedszkolaka poprawnego stosunku do jedzenia – zacznijmy od siebie. Nie jemy przed telewizorem? – to solidarnie, rodzinnie. Unikamy kupowania słodzonych napojów oraz innych niezdrowych produktów: niech, przyniesione do domu, nie kuszą
i nas, i dzieci. Nie przekąszamy przed snem – od wyznaczonej pory lodówka dla wszystkich jest tabu. Jemy śniadania. Jemy marchewkę, jabłko oraz brokuł – tak, jemy razem z dziećmi, choć marzy się nam kiełbaska albo zapiekany ser. Niestety, droga do dziecięcej poprawności żywieniowej jest jedna i prowadzi przez nas samych. Co ukształtuje wczesne dzieciństwo i dom, to zakoduje się na całe życie. „Niedaleko pada jabłko od jabłoni” – powtarzajmy więc sobie na pociechę, gryząc wytrwale kwaśny
i zielony okaz…

Sprzeczne przekazy

Warto powalczyć o właściwy stosunek dziecka do kwestii odżywiania się, bo problemy
w tej dziedzinie coraz częściej dotyczą najmłodszych. Coraz trudniej zresztą nam wszystkim zachować emocjonalną równowagę w obszarze związanym z jedzeniem. Przeszkadza w tym sprzeczny medialny przekaz: Z jednej strony, wzrasta ilość reklam żywności i programów kulinarnych, w których gotowanie i wspólne jedzenie ekscytują jak ciekawa rozgrywka. Z drugiej strony – zewsząd słyszymy, że należy być szczupłym, wysportowanym i niepodatnym na kulinarne pokusy. Są to tendencje nie do pogodzenia, dlatego wielu z nas żyje w niezdrowym cyklu: tycie – dieta. W tę grę wciągane są i dzieci. One też oglądają reklamy, gdzie wabione są do działów z niezdrową żywnością postaciami ulubionych bohaterów, i też zagrożone są problemami psychicznymi na tle dietetycznym.

Zły nawyk, zagrożenie, choroba

A oto krótki przegląd następstw nieprawidłowo ukształtowanych nawyków, które, wchodząc w na dalszy etap zaawansowania, przeradzają się w objaw poważnej choroby:

ortoreksja, u dzieci przybiera często postać wybiórczości pokarmowej. Dochodzi do niej wtedy, gdy ktoś zaczyna żywić przekonanie, że rozmaite produkty są „niejadalne”: niezdrowe, nie do przełknięcia. Dzieci cierpiące na wybiórczość to nie lada wyzwanie dla przedszkolnych psychologów: płaczą przy posiłkach, nie chcą nawet spróbować nowych dań, akceptują kilka wybranych produktów – i na tym skromnym wikcie próbują przetrwać intensywne godziny nauki i zabaw w przedszkolu.

… bulimia, u przedszkolaka przyjmuje zazwyczaj postać nadmiernego objadania się, powodującego przeciążenie układu pokarmowego i dyskomfort, którego dziecko pozbywa się prowokując wymioty.

… otyłość, której nie ma sensu opisywać, gdyż jest zauważalna, niestety, coraz częściej wśród maluchów.

…zaburzenia dysmorficzne, czyli… problemy psychiczne dorosłych, którzy postrzegają wagę dziecka niezgodnie ze stanem faktycznym, i, mimo prawidłowych wskaźników, uważają, że dziecko jest zbyt szczupłe albo zbyt otyłe – i usiłują je dokarmiać albo odchudzać. W czasach względnego dobrobytu częściej się obserwuje tę drugą tendencję, np. mama zdrowej, pulchnej, ale nie otyłej kilkulatki, popada
w nieuzasadnioną rozpacz z powodu rzekomej nadwagi dziecka i drastycznymi nieraz sposobami próbuje doprowadzić je do wyimaginowanej „normy”…

Strategia gry

Jak postępować, by nasze dzieci wyszły cało z żywieniowego zamieszania? Stara zasada głosi: pozostać pośrodku. Nie dać się wciągnąć w skrajności, zachować dystans i… nie fascynować się tematem jedzenia. Przede wszystkim: uczyć dzieci dokonywania właściwych wyborów. Nie uprzedzać, nie straszyć, lecz wskazywać kierunek. Wyjaśnić, że pizza i baton są dla ludzi i jedzone sporadycznie, w niewielkich ilościach, nie wywołają otyłości. Ale jeszcze bardziej dla ludzi jest szpinak, świeży sok owocowy, zupa marchewkowa, surówka z selerem, rodzynkami i orzechami, którą zrobiły panie kucharki w przedszkolu…

Wobec faktu, że dzieci Państwa na co dzień żywią się głównie tu, warto przekonywać je do korzystania z zalet przedszkolnej kuchni. Potrawy przygotowywane w publicznych przedszkolach spełniają wysokie standardy jakościowe, przy czym panie kucharki z Jasia i Małgosi to mistrzynie kuchni zdrowej, ale zarazem i smacznej. Potrawy ich autorstwa, dobrze posmakowane – zostaną w pamięci na lata. A zatem, drodzy rodzice, powtarzajcie dzieciom: Kto chętnie zjada posiłki w naszym przedszkolu, ten nie tylko kształtuje poprawne nawyki, lecz i wyrabia świetny kulinarny gust!

Opracowała:

Agnieszka Pilichowska, psycholog w Przedszkolu nr 9 im. Jasia i Małgosi w Wołominie.